Szukałam dobrej drogi... Niestety nie znalazłam.
Stałam na przystanku czekając na autobus. Deszcz lał niemiłosiernie mocno. Duże krople odbijały się od człowieka zostawiając po sobie nie tylko mokry ślad, ale i też mały ból. Byłam pewna, że nikt nie chodził po Londynie. A ja? Ja czekałam na jeden cholerny autobus, który spóźniał się już 15 minut! Jestem osobą niecierpliwą, więc ciężko było mi czekać na cokolwiek.
Była już 22.00. Autobus spóźniał się już 1 godzinę. Myślał, że nikt nie czeka więc sobie pominął przystanek?! Świetnie! Teraz muszę iść 15 kilometrów do domu w ciemną, zimną noc. Świetnie!
Wiązanka przekleństw wydobyła się z moich ust na co usłyszałam donośny śmiech za moimi plecami.
Szybko się odwróciłam. Ujrzałam tam jakiegoś chłopaka. Śmiał się bardzo głośno i zaczął do mnie podchodzić... Kiedy był już na tyle blisko, że poczułam jego perfumy, potem zemdlałam...
~***~
Obudziłam się w dość dużym pokoju. Jego ściany były jasnofioletowe co doskonale pasowało do ciemnych paneli na podłodze. Meble, podobnie jak podłoga, były ciemne. Duże łóżko, szafa, dwa stoliczki nocne i okno. Widok za oknem był niesamowity, lecz przykryty cienką bordową zasłoną. Przez chwilę przyglądałam się pokoju. Przecież nie byłam u siebie. Mój pokój był w błękitnym odcieniu.
Moje przemyślenia przerwał skrzypnięcie otwieranych drzwi. Zobaczyłam tam chłopaka, który tamtej felernej nocy się śmiał.
- Jak się czujesz?- zapytał nieznany.
- Ja...Wszystko dobrze. Mogę już iść- mówiłam.
- Nie.- powiedział szorstko.
- Ale co nie?- zapytałam, nie wiedząc o co mu chodzi.
- Nie wyjdziesz stąd- powiedział, a raczej oznajmił. Nie, to było coś w rodzaju rozkazu.
- Przykro mi, ale nie znam pana i żądam, aby pan mnie stąd wypuścił- powiedział twardym głosem. Jeśli on jest dla mnie nie miły, to ja dla niego, też nie będę.
- Powiedziałem Ci już, że stąd nie wyjdziesz- dość nieprzyjemnie warknął w moją stronę. Byłam przestraszona, więc było mnie stać tylko na:
- Proszę Pana?- zapytałam.
- Nie mów mi tak. Jestem od ciebie starszy tylko o parę lat- powiedział z uśmiechem, po czym dodał- Jestem Zayn.
Cóż za zmienne nastroje. Najpierw warczy, potem się śmieje. Co będzie następne? Płacz?
- Właśnie miałam pan...- kiedy ujrzałam jego zabójczy wzrok, od razu zmieniłam formę zdania- Cię zapytać jak masz na imię- oznajmiłam po czym delikatnie się uśmiechnęłam.
- Czytam w myślach- powiedział, a ja cicho się zaśmiałam.
- Przykro mi, ale muszę o to zapytać- powiedziałam niepewnie- Czemu się tutaj znalazłam?- zapytałam.
- Oj Natalie, ty tylko udajesz taką głupią?- zapytał.
- Ale o co pan...-przerwałam- Ale o co Ci chodzi Zayn?- zapytałam.
- Jesteś tu, ponieważ...
_____________________________________________________________________________
Jak myślicie, dlaczego Natalie znalazła się u Zayn'a?